piątek, 19 lipca 2013

Chapter 7


Find light in the beautiful sea
I choose to be happy
You and I, you and I
We’re like diamonds in the sky
Moje dni mijały na pracy i treningu. Wychodziłam z domu o dziewiątej, a wracałam po 2 w nocy. Cały czas byłam na nogach, ale nie mogłam odpuścić. Musiałam ćwiczyć i nad wszystkim panować. Nikt inny za mnie tego nie  zrobi. Co to by była za drużyna bez kapitana, albo wojsko bez dowódcy. Musiałam ich pilnować, bo zrobili by jakieś głupstwo przez które były by problemy. Tydzień od gali. Równe 7 dni. Czekałam na jakiś znak, telefon, wiadomość od Styles’a. Sama miałam jego numer, ale on o tym nie wiedział i tak miało na razie zostać. Chłopcy często podjeżdżali pod jego dom i obserwowali. Przynajmniej wiedziałam co się u niego dzieje.
Wróciłam wcześniej do siebie i mogłam trochę odpocząć. Wzięłam kąpiel i zrobiwszy sobie obiad, zasiadłam przed telewizorem. Padło na jakiś film akcji. Oglądałam z zaciekawieniem, kiedy seans przerwał mi mój dzwoniący telefon. Nie patrząc kto to, odebrałam.
-Tak słucham?
-Cześć Weronico. Z tej strony Harry – usłyszałam i od razu przeszłam do pozycji siedzącej.
Na mojej twarzy pojawił się, nie wiem czemu, uśmiech. Czekałam tylko, aż zadzwoni i wreszcie to zrobił.
-Cześć Harry – odparłam powoli.
Chwila ciszy w słuchawce.
Jego przyspieszony oddech.
Moje zniecierpliwienie.
-Chciałbym zapytać czy nie spotkałabyś się ze mną jeszcze? – odezwał się po raz drugi.
-Jasne, chętnie. Kiedy chcesz się spotkać?
-Yy… no wiesz kiedy chcesz…
-Może piątek co? – zaproponowałam po na myślę.
-Dobrze, piątek o 20. Przyjechałbym po ciebie, tylko podaj mi adres – poprosił.
-Za chwilę wyślę ci wiadomość – odparłam. – Cieszę się, że zadzwoniłeś…
Zaśmiał się cicho.
-Do zobaczenia – pożegnaliśmy się i chłopak się rozłączył.
Podskoczyłam na kanapie. Wszystko idzie tak jak powinno. Nie długo sobie jeszcze pożyje… No trudno. Usatysfakcjonowana położyłam się spać. Teraz dopiero się zacznie…
W piątek poszłam do pracy jak zwykle. Wykorzystałam trochę czasu na papierkową robotę, a później wybrałam się na zakupy. Miałam zamiar zakupić sobie jakoś sukienkę na ten wieczór. Jakoś wyglądać muszę – pomyślałam. Chodziłam po sklepach szukając czegoś odpowiedniego, aż wreszcie w moje ręce wpadła świetna, czerwona sukienka. Gdy ją przemierzyłam pasowała idealnie, więc nie miałam żadnych wątpliwości. Dokupiłam do tego standardowe, czarne szpilki i wróciłam do domu, aby się przygotować. Stanęłam przed lustrem w samej czerwono krwistej bieliźnie, rozpuszczając włosy na ramiona. Chwilę przyglądałam się własnemu odbiciu, aż nałożyłam na siebie odpowiedni materiał. Przygładziłam go dłońmi do ciała i nasunęłam na stopy obcasy. Zastanawiałam się nad fryzurą, aż w końcu spięłam je w kok. Skierowałam się do łazienki, aby nałożyć lekki makijaż i gotowa poszłam do holu, bo usłyszałam dźwięk dzwonka. Otworzyłam drzwi uśmiechając się.
-Witaj – uśmiechnęłam się w stronę chłopaka.
-Cześć… wow. Ślicznie wyglądasz Ronni…- przerwał na chwilę. – Mogę tak do ciebie mówić?
-Myślę, że tak. Idziemy? – spytałam.
Harry pokiwał głową i ujął moją dłoń. Sprowadził na parking i otworzył drzwi do swojego czarnego maserati. Zajęłam miejsce w wygodnym fotelu spoglądając na Stylesa, który wsiadał na miejsce kierowcy. Miał na sobie czarną koszulę, rozpiętą na górze dwoma guzikami, a do tego czarne rurki. Wyglądał pociągająco. Przygryzłam dolną wargę i skupiłam wzrok na przedniej szybie. Auto ruszyło w nieznanym mi kierunku, ale nie dopytywałam się. W końcu samochód się zatrzymał, a my byliśmy na miejscu. Jak się okazało staliśmy przed restauracją. Jedną z tych droższych. Znowu splótł nasze dłonie i wprowadził mnie do środka. Zasiedliśmy do przygotowanego stolika, zamawiając kolację. Dużo rozmawialiśmy i co mnie dziwiło, robiłam to z własnych chęci. Chciałam go poznać. Tak to prawda i to również mnie dziwiło. Później zabrał mnie na spacer po parku. Niebo było obsypane gwiazdami, a my przechadzaliśmy się po dróżkach.

-Zaśpiewaj mi coś – poprosiłam, przerywając ciszę.
Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
-Co byś chciała?
-Moondance – odparłam bez zastanowienia.
Więc, to wspaniała noc na Księżycowy Taniec
Z gwiazdami w twoich oczach
Cudowna noc na romanse
Pod przykryciem październikowego nieba
I wszystkie liście spadają z drzew
W dźwięk podmuchu wietrzyku
Próbuję uprosić dzwonienie
Twojego serca które gra miękko i nisko
I wszystkie nocne magie zdają się szeptać i uciszać
I całe delikatne światło księżyca zdaje się świecić na twoim rumieńcu
Przytuliłam się do niego wsłuchując. Śpiewał tylko dla mnie. Tylko…

poniedziałek, 8 lipca 2013

Chapter 6

Well, it's a marvelous night for a Moondance
With the stars up above in your eyes
A fantabulous night to make romance
'Neath the cover of October skies
And all the leaves on the trees are falling
To the sound of the breezes that blow
And I'm trying to please to the calling
Of your heart-strings that play soft and low
And all the night's magic seems to whisper and hush
And all the soft moonlight seems to shine in your blush
Usłyszałem za sobą swoje imię, czując dłoń na ramieniu. Powoli się odwróciłem ujrzawszy piękną, czarnowłosą dziewczynę. Uśmiechała się niewinnie, a w jej oczach płynął istny ocean. Oniemiały patrzyłem na nią nic nie mówiąc.
-Tak? – wydukałem wreszcie.
Posłała mi zniewalający uśmiech, a jej krucha dłoń znalazła się na mojej klatce.
-Zawsze chciałam Cię poznać. – odparła.
-To chyba jestem szczęściarzem – uniosłem jedną brew do góry, lustrując ją wzrokiem.
Podobała mi się. Coś mnie tknęło, aby zacząć z nią flirtować. Zaraz miałem iść na salę, a później występ.
-Powiedziałabym, że na odwrót – szepnęła mi do ucha.
Wziąłem ją za rękę prowadząc do środka. Ona zajęła swoje miejsce, a ja dołączyłem do naszego stolika. Niecierpliwiłem się. Chciałem tą galę jak najszybciej zakończyć i móc znowu porozmawiać z tą dziewczyną. Tajemniczą dziewczyną. To naprawdę było dziwne, ale oczarowała mnie tym jednym spojrzeniem.
Nagrody zostały rozdane.
Występ zakończony.
Opuściłem salę.
Rozglądałem się za nią. Musiałem jeszcze z nią porozmawiać. Chyba chciałem ją poznać.
-Jestem – usłyszałem aksamitny głos za sobą.
Odwróciłem się momentalnie.
-Nie przedstawiłaś się. Jak ty masz na imię? – spytałem.
-Jestem Weronica – podała mi dłoń, którą ucałowałem.
Chwyciła moją rękę, ale zaraz powoli wysunęła swoją z uścisku zostawiając małą karteczkę. Zgrabnym krokiem w pięknej sukni, opuściła budynek. Stałem tam chwilę osłupiały, ale pociągnięcie za ramię, wyrwało mnie z transu. Schowałem świstek do kieszeni spodnie i wraz z przyjaciółmi wyszedłem stamtąd. Musieliśmy się jeszcze spotkać…
Weronica
Udało się! Widziałam po w jego oczach zaciekawienie i oczarowanie. Po raz kolejny mi się uda. Szczęśliwa wróciłam do apartamentu. Zdjęłam z siebie tą okropną długą sukienkę i poszłam wziąć prysznic. Odświeżona, zasiadłam przed telewizorem oglądając nagraną galę z przed chwili. Nawet dobrze śpiewają te chłopaki, ale nie moje klimaty. Harry był przystojny. To dobrze, jakiś plus całej tej akcji. W pokoju rozdzwonił się mój telefon. Wyciągnęłam rękę i sięgnęłam na szklany stolik, patrząc na ekran „mama”. Odebrałam od razu. Przywitałyśmy się i dość długo rozmawiałyśmy. Opowiadała mi co tam u Neli, że tęskni i że chciała mi powiedzieć dobranoc.
-Mamusiu kochiam cię – usłyszałam.
-Aww ja ciebie też skarbie. Śpij już.
-Doblanoc.
-Dobranoc kochanie – oddała telefon swojej babci i zaraz i ona się rozłączyła.
Podniosłam swoje 54 kilo z kanapy i poszłam do sypialni się położyć. Ułożyłam się na miękkich poduszkach i zamknęłam oczy, odpływając.


Hey, przepraszam, ale nie miałam kiedy napisać tego rozdziału. Mam jednak nadzieję, że to nie było dla Was aż tak długo.
Alicja
♥♥Skyfallgirl♥♥

poniedziałek, 1 lipca 2013

Chapter 5

See its just a matter of days
Just a matter of days
Till I think of a way to sweep you off you're feet
-Gala Brit Award jutro o 20- poinformował mnie Marlin wchodząc do mojego gabinetu.
-Wiem to – nawet na niego nie spojrzałam.
Przerzucałam jakieś kartki szukając adresu zamieszkania Stylesa. Chciałam wiedzieć na wszelki wypadek. Spojrzałam na zegarek wiszący na białej ścianie – 16.
-Wszystko ma być przygotowane. Robicie za moją obstawę na wypadek, jeżeli ktoś nas rozszyfrował – ostrzegłam chłopaka – Ja muszę kupić sobie jakąś sukienkę. Skąd ja mam wiedzieć co go zauroczy… - mruczałam coś pod nosem.
Wybiegłam z budynku wsiadając do bentleya, a nim ruszyłam do jakiegoś centrum handlowego. Po sklepach chodziłam około dwóch godzin, kiedy natknęłam się na odpowiedni zakup. Usatysfakcjonowana wróciłam do apartamentu. Rzuciłam szary pokrowiec z suknią na łóżko i weszłam do łazienki, aby wziąć kąpiel. Odświeżyłam się trochę i zrobiłam coś do jedzenia, bo niestety mój żołądek od paru godzin domagał się jedzenia. Przebrałam się w dres i znowu wyszłam na miasto. Ulice oświetlały już tylko lampy, a samochodów było co raz mniej. Biegłam chodnikiem ze słuchawkami w uszach. Cały czas musiałam trzymać formę. Dotarłam do dużej hali… opuszczonej hali. Tam na mnie miała czekać reszta. Mimo, że mieliśmy teraz zadanie do wykonania, musieliśmy ćwiczyć.
-Dobra do roboty! – krzyknęłam podciągając rękawy bluzy – Caylen i Dave wy pierwsi.
Stanęłam z boku dokładnie obserwując każdy ich ruch. Tutaj ważna była precyzja i dokładność oraz myślenie. Nie ważne ile masz siły, ważne jak myślisz.
Blondyn został powalony przez większego mężczyznę przez swoją nie uwagę, lecz zaraz się zrekompensował i obronił atak. Siedziałam z nimi długo. Trening przeszedł pomyślnie i około 3 nad ranem zostałam odwieziona do domu. Padnięta położyłam się do łóżka.
Siedziałam w czarnym skórzanym fotelu poprawiając dół sukni. Byliśmy prawie na miejsce i trzeba było wejść tam na fałszywe zaproszenie. W prawym uchu mieściła się mała słuchawka, abym mogła mieć niewidoczny kontakt z grupą.
-Jesteśmy. Dave otwórz jej drzwi – usłyszałam Micheala.
Mężczyzna nie czekał dłużej tylko wykonał polecenie. Po chwili stałam przed wejściem, a zaraz potem byłam w środku. Do rozpoczęcia gali była nie cała godzina. Mój wzrok przeszukiwał tłumy osób kłębiących się na korytarzu. Przeszłam powoli w stronę drzwi do ogromnej sali, gdzie była przygotowana scena na występy i rozdanie nagród. Ktoś przeszedł obok mnie szturchając za ramię. Odwróciłam głowę, a moja dłoń zatrzymała się na barku młodego chłopaka.
-Harry Styles…-wyszeptałam cicho.


Wiem, przepraszam za krótki rozdział. :( też jestem sama sobą zawiedziona. Poprzednie były krótkie, ale dłuższe od tego. Przepraszam...


Alicja


♥♥Skyfallgirl♥♥

czwartek, 27 czerwca 2013

Chapter 4

I've been cheated by you since I don't know when
So I've made up my mind, it must come to an end
Look at me now, will I ever learn?
I don't know how but I suddenly lose control
There's a fire within my soul
Just one look and I can hear a bell ring
One more look and I forget everything, o-o-o-oh
Tym razem nie obudziły mnie deszcz, a krzyk i skakanie po moim łóżku.
-Mama, mama!- dobiegł mnie dziewczęcy głosik.
Podniosłam powieki i tak wiedząc co zobaczę. Na materacu stała wesoła blondynka z roztrzepanymi
włosami. Na sobie miała tylko majteczki i bawełniany podkoszulek. Szeroko się uśmiechała.
-Mamo wstawaj – pociągnęła mnie za rękę.
-Neli, skarbie – jęknęłam.
-Mamo…
-Dobrze, już wstaję – podniosłam się i wzięłam córeczkę na ręce.
Uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. Jak ja jej dawno nie widziałam. Ze wzgląd na jej bezpieczeństwo i moją pracę, Neli mieszka tutaj. Dziewczynka nie ma taty. Fabian Jalive został postrzelony na służbie. Policjant z Nowego Jorku. Kochałam go, był bardzo ważną osobą w moim życiu. Wtedy jeszcze byłam zwykłą dziewczyną. Poznaliśmy się przypadkiem… Przekroczyłam dozwoloną prędkość i zostałam przez niego ukarana. Z czasem wkroczyła miłość i gdy nasz związek nabierał tempa, jego przenieśli do FBI. Każdego dnia tęskniłam za nim, każdej nocy śniłam. Był przystojnym blondynem o tak mocno niebieskich oczach, że wydawało mi się jakby płynął tak ocean. Uwielbiałam jak mnie przytulał. Czułam się bezpieczna w jego silnych ramionach, ale niestety go straciłam. Fabian wiedział o ciąży. Cieszył się razem ze mną ,ale nie doczekał się przyjścia na świat Neli. Moja córka urodziła się zdrowa, ale bez szansy na poznanie swojego taty. Tylko tego żałowałam, że będzie miała wyłącznie mnie. Wtedy też zaczęłam się zmieniać.
Opiekowałam się Nelą równocześnie tworząc grupę. Z czasem założyliśmy „firmę”, która zajmuje
się zupełnie czym innym niż tym czym powinna. Tak to się zaczęło…
-Godna jestem – powiedziała robiąc smutną minkę.
-Już idziemy na śniadanie. Babcia wstała? – spytałam idąc powoli na dół.
-Tak – pokiwała główką.
Weszłyśmy do kuchni witając się z moją mamą. Posadziłam 3-latkę na blacie kuchennym i
pobiegłam do pokoju, bo usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Spojrzałam na dotykowy ekran – Dave – odebrałam połączenie.
-Halo?
-Weronico, wracaj do Londynu. Musimy przygotować plan, jutro jest gala – przypomniał mi.
-Tak, już wracam – zachowałam spokój, choć trochę się denerwowałam.
Z powrotem zeszłam na dół, aby zjeść coś przed wyjazdem. Tak bardzo chciałam zostać jeszcze z Nelą, ale nie mogłam. Musiałam wrócić do swojego świata. Około godziny 9 stałam w holu gotowa i
żegnałam się z mamą oraz córeczką.
-Wlócisz jeszcze? – spytała przytulając się mocno do mnie, gdy wzięłam jej ciałko na ręce.
-Oczywiście, że tak, ale teraz jadę do pracy. Przyjadę za tydzień - odpowiedziałam poprawiając jej kucyka.
Pocałowałam ją jeszcze w czółko i wyszłam z domu. Granicę miasta Londyn przekroczyłam po dwóch godzinach jazdy. Zabawę czas zacząć - pomyślałam z uśmiechem.


Dużo z Was pyta, kiedy pojawi się Harry. Okay, okay już mówię. W następnym rozdziale.
Jesteście wspaniali. 14 komentarzy! Kocham Was : )
Alicja
♥♥Skyfallgirl♥♥

wtorek, 25 czerwca 2013

Chapter 3

I sit and wait -
Does an angel contemplate my fate?
And do they know
The places where we go?
When we're grey and old
'cuz I have been told
That salvation lets their wings unfold ...
Koła obracały się już co raz wolniej, kiedy wjeżdżałam w teren zabudowany. Wyłączyłam radio, który z minuty na minutę mnie denerwowało. Nie mogli puścić normalnych piosenek tylko za przeproszeniem One Direction, których mam dosyć. W mojej głowie mam tylko ich i plan. Na 5 minut chcę zapomnieć o pracy i o tym co robię. Może właśnie dlatego przyjechałam tu. Do Liverpoolu. Podjechałam pod dobrze znany dom parkując na podjeździe wyłożonym kostką. Wysiadłam z samochodu zamykając go pilotem. Stanęłam przed nie dużym budynkiem, ale zadbanym. Przeszłam przez metalową furtkę idąc w stronę drzwi. Stanęłam przed nimi na moment zamykając oczy, ale po chwili zapukałam. Nie długo później drzwi otworzyła mi moja mama. Na początku jej twarz przybrała zaskoczony wyraz, ale zaraz pojawił się szeroki uśmiech.
-Moja Ronni- pociągnęła mnie za rękę do holu, gdzie zaraz zaczęła mnie przytulać.
Śmieszne.. nie widziałyśmy się tydzień, a ona się tak stęskniła. Kochała mnie. Nie wiedziała o mnie wszystkiego. Uświadomiłam ją mniej więcej czym się zajmuję. Próbowała mi przymówić do rozumu. Chciała, abym zmieniła zdanie, abym się opamiętała. Miała rację. Nie wiedziała tylko, że czasem zabijam ludzi.
-Późno już. Idź od razu się połóż. Jutro porozmawiamy- uśmiechnęła się prowadząc mnie do mojego starego pokoju.
Zdjęłam płaszcz i buty kładąc to na krześle. Jasne meblem pokrywał delikatny kusz, ale nie przeszkadzało mi to, bo tu czułam się jak u siebie. Bo byłam u siebie, w swoim domu. Mój osobny świat. Rozplotłam czarne włosy ze spinek i weszłam do łazienki, aby wziąć szybki prysznic. Czułam zmęczenie i chciałam się już położyć. Przebrana w starą piżamę, która zalegała w rozpadającej się szafie wsunęłam się pod puchową kołdrę. Twarz wtuliłam w czystą poduszkę i zamykając oczy odpłynęłam.
Krople deszczu nieustannie dudniły o szyby. Przewracałam się z boku na bok przebudzając się. Było mi duszno. Wygrzebałam się spod przykrycia i stanęłam na zimniej podłodze gołymi stopami. Otworzyłam drzwi od sypialni i wyszłam na korytarz od razu kierując się na schody, po których zbiegłam. Zapaliłam światło w holu i przeszłam do kuchni, w której też zaświeciłam małą żarówkę pod półkami. Małe okno w głębi pomieszczenia od razu uchyliłam. Potrzebowałam świeżego powietrza. Odetchnęłam parę razy i wyjęłam z szafki mój ulubiony kubek, który czekał na mnie, aż powtórnie wrócę do rodzinnego domu. Zagrzałam wodę i zrobiłam sobie gorzką herbatę. Nie mogłam przyjmować aż tak dużej ilości cukru. Usiadłam na wyspie kuchennej trzymając ciepły napój w rękach. Znowu w mojej głowie osadziły się myśli o moim życiu.
Jaka jestem zewnątrz?
Zimna, bez uczuć.
Jaka jestem w środku?
Umiem kochać, czasem mam wyrzuty.
Gdyby to wszystko było takie proste... gdybym mogła przestać zabijać. Częściej kogoś zastraszamy
niż zabijamy, ale kilka dusz mam na sumieniu. Ale to jest moja praca. Tak zarabiam.
-Weronica masz zlecenie. Musisz je wykonać- powiedziałam do siebie odkładając pusty kubek do zlewu.
Zamknęłam okno i wróciłam do swojego pokoju. Z powrotem położyłam się do łóżka i zasnęłam bez problemu.


Widzę, że sporo osób dołączyło. Miło, że podoba Wam się fabuła :) cieszę się.

Dziękuję za dużą ilość komentarzy. To motywujące.
Alicja

♥♥Skyfallgirl♥♥

niedziela, 23 czerwca 2013

Chapter 2

Just like every day a new day
Restless sleep interrupted
What if someone says
It's all about you
Wstałam już o 7. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Robiłam sobie śniadanie jednocześnie malując paznokcie. Ciemne włosy związałam w warkocza. Gotowa zjechałam windą na parking. Przejechałam dłonią po moim czarnym, lśniący bentleyu. Już na mnie czekał. Wsunęłam się do środka odpalając silnik. Jechałam szybko, wyprzedzając wszystkie samochody przede mną. Do siedziby dotarłam przed 9. W wejściu przywitała mnie moja trójka kretynów i Dave.
-Do sali głównej- rzuciłam zdejmując płaszcz.
Zawsze rozbawiało mnie to, że mając 22 lata rządze starszymi od siebie. Cała armia ludzi mnie słucha. Dave ma około 30 lat, a wie że lepiej się nie sprzeciwiać. Micheal, Marlin i Caylen są starsi ode mnie o 4 lata. Micheal i Marlin to bracia bliźniacy. Wysocy bruneci, nie podobni do siebie, ale równie umięśnieni. Marlin jest trochę drobniejszy i poza tym jest blondynem- i to muszę przyznać- o ślicznych, niebieskich oczach. Dave…on był… również przystojny. Wysoki, z roztrzepanymi brązowymi włosami i ciemnymi źrenicami. Miał piękną żonę Cameron i syna Nagela. Pewnie jest dumny z ojca- myślałam, gdy ich razem widziałam. Oczywiście ukryta była w tym moja słodka ironia.
Wracając do mnie to ja jestem tam najważniejsza i dobrze o tym wiedzą. Nawet Dave się z tym zgadza. Gdybym odeszła nie poradziliby sobie. Ja za to tak. Tak naprawdę oni nie są mi potrzebni, ale tak jest po prostu łatwiej.
Weszłam do dużego, tym razem jasnego pomieszczenia, gdzie znajdował się bardzo długi stół.
Stanęłam na samym środku przy nim, aby mnie doskonale widzieli.
-Mamy nowe zlecenie- oznajmiłam, małym pilotem rozsuwając regały po których wysunął się duży ekran- Harry Styles- wyświetliłam zdjęcia chłopaka- Członek sławnego boysbandu One Direction. Uwielbiany przez miliona nastolatek.
-Dlaczego mamy go zabić?- zapytał Micheal.
Odkręciłam powoli głowę w jego stronę.
-Noe obchodzi nas dlaczego. Płacą, a my wykonujemy prace- rzuciłam lodowato
-Zrozumiałem- przytaknął spuszczając wzrok.
Odkaszlnęłam i odwróciłam się do nich.
-Panowie łatwo nie będzie, ale nigdy nie jest. Jakieś sugestie?
-Ja..-odezwał się Marlin. Udzieliłam mu głosu- Możemy pojawić się na jakiejś gali. Robimy zamieszanie, porywamy go i zabijamy.
-Za proste, zbyt podejrzane- zaprzeczyłam zdecydowanie.
-Masz lepszy?- prychnął Dave.
-Wątpisz w to?- zachowywałam spokój.
-Nie- spuścił głowę.
-Tym razem akcja będzie bardziej rozwinięta. Tym razem i ja wezmę udział. Z nimi nie pójdzie tak łatwo. Za dobrze ich chronią.
-Jak chcesz to zrobić Ronni?- wtrącił Marlin.
-Uwiodę go. Omotam swoją miłością. Gdy wszystko będzie jak trzeba do akcji wkroczycie wy.
-Dobry pomysł Weronico- zauważył Dave.
-A czy kiedyś był zły?- spytałam krzyżując ręce na klatce.
-Nie- zaprzeczyli równo.
-Dokładniejszy plan jutro. Teraz idę do siebie i nikt tam nie wchodzi- zastrzegłam patrząc na chłopaków.
Wyszłam z sali kierując się do mojego gabinetu. Włączyłam komputer logując się na swoją pocztę. Liczyłam, że na razie nie dostaniemy żadnych zgłoszeń. Na szczęście skrzynka była pusta. Do wieczora siedziała ustalając dokładniejsze informacje na temat nowej ofiary. Wypisałam wywiady, galę i koncerty, aby mieć wszystko pod ręką. Musiałam wiedzieć co gdzie i kiedy. Gdy wychodziłam z biura zanurzyłam się w smugi deszczu, kiedy zaczęło padać. Mimo tego, że byłam morka to nie chciałam wracać do domu. Wsiadałam do mojego cuda po raz kolejny się nim zachwycając. Odpaliłam silnik słysząc ciche mruczenie i wyjechałam na puste drogi.
Adrenalina
Szybkość
Satysfakcja
Jechałam ciesząc się chwilą. Nic inne mnie nie obchodziło. Kierowałam się na krajową drogę. Miałam zamiar pojechać do Liverpoolu. Tak zdecydowanie tam chciałam się udać.

Heeey. Witam was w niedzielę z nowym rozdziałem. Co do następnego to nie wiem kiedy, bo nie jest skończony, ale nie długo. Liczę, że komentarze nadal będą się pojawiać. Dziękuję za ostatnie.

Zapraszam:

http://dont--let-me-go.blogspot.com/

http://money-for-love.blogspot.com/

Alicja

♥♥Skyfallgirl♥♥

piątek, 21 czerwca 2013

Chapter 1

Do you ever feel,
Like a plastic bag,
Drifting through the wind,
Wanting to start again.
Do you ever feel,
Feel so paper-thin,
Like a house of cards,
One blow from caving in.
Do you ever feel,
Already buried deep,
Six feet under,
Screams but no one seems to hear a thing.
Do you know that there's,
Still a chance for you,
'Cause there's a spark in you,
You just gotta

Wyprostowałam nogi na swoim twardym biurku. Byłam już dosyć zmęczona, ale nie mogłam odpuścić. Nie mogłam zmięknąć i pokazać swoją słabość. Byłam twardą kobietą, której nikt się nie sprzeciwiał. Wytyczone przeze mnie zasady, których nikt nie mógł łamać. To byłam ja.
Wplotłam palce w swoje włosy zbierając je na prawe ramię. Przede mną stał Micheal, Caylen i Marlin. Obserwowałam ich, czekając, aż któryś się odezwie, ale każdy milczał. Westchnęłam i powoli się podniosłam. Złożyłam ręce z tyłu i przeszłam obok całej trójki.
-Ile mam jeszcze czekać?- odezwałam się lodowatym głosem.
Po pokoju rozchodził się stukot moich obcasów. Moja cierpliwość powoli się kończyła, a nawet właśnie dobiegła końca.
-Cała trójka, zejść mi z oczu zanim poskręcam wam łby! Już!- wrzasnęłam wskazując na drzwi.
Byłam zdenerwowana. Dzisiaj przeciągnęli strunę. Z kim ja pracowałam?! Dave przyjmował tych 3idiotów. Mój wspólnik nie był dobry w wybieraniu ludzi…odpowiednich ludzi. On tylko ustalał „kogo”, a ja gdzie, kiedy i jak. To ja obmyślałam perfekcyjny plan. Ten też taki był, ale ci kretyni go spartaczyli! Mieliśmy zlecenie na samego Davida Beckhama, a oni sobie nie poradzili. Cała akcja, którą dokładnie przygotowałam poszła w cholerę. To chyba normalne, że byłam zła, bo moja praca poszła na marne. Starania i czas. Poza tym nie doczekałam się sensownego wyjaśnienia. Nie mogłam już dzisiaj na ich patrzeć. Wzięłam torebkę, ubrałam swój czarny płaszcz i wyszłam z budynku. Swoim bentleyem dotarłam do apartamentu. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi od mieszkania ogarnął mnie spokój. Z lampką wina poszłam do dużej łazienki przygotować sobie kąpiel. Musiałam się odprężyć. Przestać myśleć. Gdy wyszłam z wanny ubrana w satynowy szlafrok, przeszłam do kuchni- mojego drugiego królestwa. Włączyłam radio i wsłuchując się w muzykę przygotowałam sobie kolację. Nic mnie teraz nie mogło zdenerwować, bo chyba bym zabiła kogoś. Chociaż ja to robię na okrągło, ale pomińmy ten fakt. Szczęśliwa położyłam się do swojego wygodnego łóżka zasypiając. Jutro miałam mieć pracowity dzień. Miałam podjąć pracę nad planem zabicia idola milionów nastolatek.

Hey. Widzę 9 komentarzy i się uśmiecham, bo to oznacza, że ktoś czyta.
Zmieniłam nieco nagłówek. Który lepszy? Ten bez drugiego zdjęcia czy ten z jednym?
Następny rozdział w niedzielę chyba, że będzie mało komentarzy.
Alicja
♥♥Skyfallgirl♥♥